CHOPIN 2010
  • Obchody Roku Chopinowskiego

    Kalendarium, czyli źródło wiedzy o tym co, gdzie i kiedy w Roku Chopinowskim:

    • wydarzenia: koncerty, wystawy, spektakle i inne
    • relacje
    • rozmowy
    • Kordegarda CHOPIN 2010
    więcej >
     
  • Baza wiedzy

    Skarbnica informacji o życiu i twórczości Fryderyka Chopina:

    • quizy i ciekawostki
    • rekomendowane nagrania
      i publikacje
    • materiały edukacyjne
    • ikonografia
    • prezentacja miejsc chopinowskich
    • kierowanie do kompetentnych źródeł
    więcej >
     
  • Chopin dzieciom

    Serwis będący pomocą
    we wprowadzaniu dziecka w świat muzyki Fryderyka Chopina:

    • interaktywne gry i zabawy
      dla najmłodszych
    • wskazówki dla rodziców
    więcej >
     
  • Inter:akcje

    Działania społecznościowe związane
    z obchodami Roku Chopinowskiego.

    więcej >
     
  • Program TV

    Archiwalne odcinki programu telewizyjnego Chopin2010.pl emitowanego przez TVP1.

    więcej >
     
  • Biuro obchodów CHOPIN 2010

    Platforma komunikacji między instytucjami, dziennikarzami
    i organizatorami wydarzeń jubileuszowych. Oficjalne informacje o:

    • minionych, obecnych i planowanych działaniach Biura
    • artOfertach: mobilnych projektach artystycznych
    • chopinowskich ofertach turystycznych
    • Biuro Prasowe Chopin 2010
    więcej >
     
  • Konto na CHOPIN2010.pl

    Ładowanie...

    ###LABEL_LOGIN_FAILED###

    Spróbuj ponownie

    Rejestracja na portalu chopin2010.pl umożliwiająca użytkownikom:

    • jednoczesne logowanie
      do wszystkich serwisów chopinowskich
    • dodawanie i aktualizowanie wydarzeń związanych z Rokiem Chopinowskim
    • tworzenie własnej listy wydarzeń i drukowanie jej w użytecznym formacie
    • otrzymywanie newslettera
      i udział w konkursach
      z atrakcyjnymi nagrodami
    ...
    więcej >
     

Wyszukiwarka

 

Patroni honorowi

więcej >
 

Mecenasi

więcej >
 

Partnerzy

więcej >
 
30.11.2010
Kategoria: Rozmowy
Tagi: Wystawa,Austria,Warszawa

Chopin należy do wszystkich

Rozmowa z Piotrem Szalszą polskim reżyserem, muzykiem, scenarzystą i tłumaczem, od blisko 30-stu lat mieszkającym za granicą, autorem wystawy „Chopin w Wiedniu” prezentowanej w Austrii, w Polsce i w Izraelu z okazji 200 rocznicy urodzin kompozytora.

                                                                                                                      Jak i kiedy zaczęło się Pana zainteresowanie postacią i muzyką Chopina?

Właściwie już od chwili narodzin miałem z nim coś wspólnego, ponieważ przyszedłem na świat w domu przy ul. Fryderyka Chopina. Z tego powodu, będąc jeszcze dzieckiem, wypytywałem dorosłych, kto to taki, i w końcu wszystko mi wytłumaczyli. Potem, uczęszczając w Katowicach kolejno do szkoły muzycznej, do liceum muzycznego i wreszcie na Akademię Muzyczną, było po prostu niemożliwością, żeby nie stykać się z Chopinem. W wieku jedenastu lat pojechałem wraz z całą klasą do Warszawy na Konkurs Chopinowski. Doskonale pamiętam, jak bardzo miasto było zrujnowane, wyglądało wtedy zupełnie inaczej niż dziś.

Który to był rok?

Pięćdziesiąty piąty. Byliśmy bardzo dumni, że Konkurs wygrał Adam Harasiewicz. Trzydzieści lat później, gdy mieszkałem już w Wiedniu, miałem przyjemność zrobić z nim film pod tytułem „Impresje Chopinowskie”. Tak więc postać Chopina może pełnić w życiu rolę takiej klamry, z której istnienia na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, ale ona jest czymś realnym. Przebywa w naszej podświadomości, ujawnia się poprzez nasze działania i tym samym w jakimś sensie buduje nasz życiorys: prywatny, uczuciowy, zawodowy.

Jak później rozwijało się Pana zainteresowanie Chopinem?

W szkole, do której chodziłem, analizowało się oczywiście utwory Chopina i to mnie pociągało. Na maturze postanowiłem napisać pracę z form muzycznych o etiudach Chopina, chociaż nie grałem na fortepianie, tylko na altówce. Myślę, że kierowały mną również uczucia patriotyczne. Obserwując kolejne Konkursy Chopinowskie podobnie jak inni zawsze pragnąłem, żeby wygrał ktoś z Polski, co oczywiście nie zawsze było możliwe. O Konkursach często mówię, że mają coś wspólnego ze sportem. Podobnie kibicujemy polskiej drużynie, kiedy gra w międzynarodowym turnieju.

Po studiach, kiedy zacząłem więcej interesować się filmem, zabrałem się do bardziej systematycznych studiów. Chciałem jak najlepiej poznać życie Chopina, nie tylko jego twórczość. Ciekawiły mnie szczegóły: co Chopin robił w Czechach, co w Niemczech, a co w innych krajach. Najpierw udało się zrealizować taką filmową impresję o Chopinie w Polsce.

Kiedy to było?

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Film nosił tytuł „Chopin znaczy Polska”.

Czy mógłby Pan opowiedzieć trochę więcej o swoich filmach na temat Chopina?

Lubię wyszukiwać luki w historiach, które są powszechnie znane, szczególnie tych dotyczących muzyków i kompozytorów. I tak doszedłem do wniosku, że za mało wiadomo o pobycie Chopina w Czechach. Dlatego zrobiłem bardzo szczegółowy film na ten temat. Pracę nad „Śladami Chopina – Czechy” skończyłem w 1979 roku. Marzyłem też, żeby zrobić film o Chopinie w Niemczech. Kompozytor był tam piętnaście razy i jest na ten temat sporo interesujących materiałów. W TVP Gdańsk byliśmy nawet bliscy zawarcia umowy z Westdeutscher Rundfunk na jego realizację, ale po ogłoszeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku wyrzucono mnie z pracy i nic z tego nie wyszło.

Niedługo potem wyjechałem do Austrii. Moją pierwszą myślą, kiedy planowałem zgłoszenie się do telewizji austriackiej, było zrobienie filmu o Chopinie w Wiedniu. Gdy zwróciłem się ze swoją propozycją do tamtejszych redaktorów, okazało się, że nie wiele wiedzieli oni na temat wizyt kompozytora w ich mieście. Wykazali więc wielkie zainteresowanie. Tak powstał film „Śladami Chopina – Wiedeń”. Członkowie ekipy, z którą kręciłem ten dokument, ludzie przecież na poziomie, byli niezmiernie zaskoczeni, że to jest polski kompozytor. Myśleli, że był Francuzem. Zresztą dzisiaj wciąż jest z tym kłopot. Dwa czy trzy tygodnie temu w najpoważniejszej gazecie austriackiej ukazał się artykuł o tegorocznym Konkursie Chopinowskim. Austriacy mają w tym roku powód, żeby pisać o konkursie, ponieważ laureatem II nagrody został ich rodak, Ingolf Wunder. W tym artykule jest mowa o konkursie „wybitnego, polsko-francuskiego kompozytora”. No cóż, tak po prostu jest i trzeba się z tym pogodzić.

Na początku lat 90-tych nakręcił Pan jeszcze inny film - „Serce Chopina”. Jak doszło do jego powstania?

Jak już wspomniałem, interesowało mnie szukanie luk. Moją uwagę zwróciły bardzo pokrętne informacje na temat losów urny z sercem kompozytora w poświęconej mu literaturze. Zaciekawiła mnie ta niejasna historia. Zacząłem drążyć i drążyć, aż dotarłem do faktów związanych z ostatnią fazą okupacji niemieckiej w Warszawie. Zawiera się w nich przesłanie, że nawet w strasznych czasach II wojny światowej Chopin należał do wszystkich. Znalazł się bowiem Niemiec, do którego on też należał. Dzięki zabiegom tego wojskowego kapelana urna z sercem kompozytora nie uległa zniszczeniu wraz ze zburzeniem i spaleniem kościoła Św. Krzyża.

Dla mnie najważniejszy w tym filmie jest współczesny wymiar tej historii. Ten film byłby nie do zrobienia w czasach Polski Ludowej, o czym świadczą zresztą zamieszczone w filmie wypowiedzi księży, którzy potwierdzają, że nikt ich relacji po wojnie nie chciał słuchać. Podobnie Władysław Szpilman nie mógł publicznie powiedzieć, że Niemiec uratował mu życie. Sprawa ta była dla mnie dosyć istotna w kontekście trwającego procesu pojednania między oboma narodami.

Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy „Sercu Chopina”. Wydaje się, że za pomocą Requiem Mozarta zarysował Pan w filmie pewną analogię między momentem śmierci Chopina, wrześniową inwazją III Rzeszy na Polskę i spaleniem przez hitlerowców kościoła Św. Krzyża w Warszawie.

Owszem. Jak wiadomo, życzeniem Chopina było, aby na jego pogrzebie zagrano Requiem Mozarta. Więc pogrzeb Polski, te straszne w swoim wyrazie archiwalne zdjęcia z okresu wojny, zobrazowałem muzycznie fragmentami dzieła Mozarta. Zależało mi na wydobyciu kontrastu między barbarzyństwem hitlerowców a tą nieprawdopodobną niemiecką kulturą, którą wszyscy nosimy w sobie i która zdolna była zrodzić tak wspaniałą muzykę jak Requiem. Włączając utwór Mozarta do filmu, starałem się uwypuklić to, co ponadczasowe.

„Serce Chopina” to jedna z niewielu moich realizacji dokumentalnych, do których mam pełne zaufanie, potwierdzone opiniami widzów. Podczas pracy temat wciągał mnie coraz bardziej i w pewnym momencie konstrukcja filmu sama zaczęła się budować i układać w pewną całość. Potem, oglądając zrobiony materiał, zastanawiałem się, jak to w ogóle udało się zrobić. Zupełnie inaczej jest, gdy film ma scenariusz z dokładnie rozpisanymi dialogami. Dzisiaj na przykład skończyłem pracę nad fabularyzowanym dokumentem o skrzypku Bronisławie Hubermanie. Kręcenie tego filmu nie wiązało się z żadnym procesem odkrywania tematu. Fakty są znane. Było to po prostu odtworzenie życiorysu bohatera, o którym zresztą kilka lat wcześniej napisałem książkę.

Czy udało się Panu odkryć jeszcze coś interesującego podczas swoich chopinowskich poszukiwań?

Tak, pracując nad wspomnianym już filmem o Chopinie w Wiedniu. To jest jedna z moich największych satysfakcji w życiu. Udało mi się wnieść poprawkę do biografii kompozytora, podczas gdy w „Sercu Chopina” zajmuję się jedynie historią tego, co wydarzyło się po jego śmierci. Otóż udowodniłem, że we wszystkich dotychczasowych biografiach, a jest ich straszliwie dużo, podaje się nieprawdziwą wiadomość dotyczącą pobytu Chopina w Wiedniu. Jeden z koncertów, które kompozytor miał zagrać w tym mieście, w ogóle się nie odbył. A byli tacy autorzy, którzy pisali, że ten występ miał świetne recenzje...

Chodzi o koncert podczas pierwszego czy drugiego pobytu Chopina w Wiedniu?

Koncert miał się odbyć w marcu 1831 roku podczas drugiego pobytu kompozytora w Wiedniu. Warto przypomnieć, dlaczego do występu nie doszło. Chopin był wówczas w bardzo złej formie. Ze względu na sytuację polityczną – trwało właśnie powstanie listopadowe – nie tylko on, ale cała emigracja polska nie była w Wiedniu za dobrze traktowana. Władze nie chciały eksponować jej obecności. Taka była polityka trzymającego z Rosją Metternicha. Znalazłem nawet zarządzenie, które w ogóle zabraniało wtedy grania polskiej muzyki. Zakaz brzmiał bardzo podobnie do tego, o którym jest mowa w „Sercu Chopina”, a który wydali hitlerowcy w okupowanej Polsce. W jednym przypadku decydowała kalkulacja polityczna, a w drugim względy rasowe. Słowa były jednak takie same.

W jaki sposób odkrył Pan, że występ się nie odbył?

Przeprowadziłem poszukiwania w archiwach. Wykonałem mrówczą, intensywną pracę nad archiwizacją i selekcjonowaniem napotkanego materiału. Informacje o swoim odkryciu publikowałem zarówno w niemieckich pismach muzykologicznych, jak i w polskim „Ruchu Muzycznym”. Pierwszą biografią, która je uwzględniła, była książka „Chopin. Życie i droga twórcza” pióra Pana Tadeusza Zielińskiego.

A jak doszło do tego, że przygotował Pan w tym roku wystawę o wizytach Chopina w Wiedniu?

Zbliżał się Rok Chopinowski i czułem, że coś powinienem z tej okazji zrobić. Od razu przyszedł mi do głowy pomysł na stworzenie ekspozycji o pobytach kompozytora w Wiedniu. Wiedziałem, co należy na wystawie pokazać, wszystkie materiały miałem w głowie i w komputerze. Zgłosiłem się więc do Pana Waldemara Dąbrowskiego, przewodniczącego Komitetu Obchodów Roku Chopinowskiego. Wtedy nie istniało jeszcze Biuro Obchodów Chopin 2010, dopiero miało powstać.

Jeden z Pana pomysłów polegał na umieszczeniu pod reprodukcjami cytatów z listów Chopina.

To taki prosty zabieg. Chciałem, żeby Chopin sam opowiadał o swoich pobytach w Wiedniu. Pozwalało to również uniknąć suchego, obciążonego muzykologiczną terminologią komentarza. Myślę, że to się sprawdziło. Wystawa w wiedeńskim Haus der Musik trwała trzy miesiące, od początku marca do końca maja tego roku. Przez kolejne dwa miesiące można ją było oglądać najpierw w Centrum Sztuki IMPART we Wrocławiu, a potem w Filharmonii Bydgoskiej. Obecnie ekspozycja jest w Warszawie, ale to nie koniec. Od pierwszego grudnia gościć będzie w Bibliotece Śląskiej w Katowicach, a w lutym 2011 roku trafi do Centralnej Biblioteki Muzycznej w Tel Awiwie. Uważam, że jak na jedną wystawę, to zupełnie nieźle. Myśmy – z Panią Małgorzatą Suwalską, która zajmowała się stroną graficzną ekspozycji, oraz z panią Zofią Beklen, producentem projektu – od początku planowali, żeby całość była mobilna, łatwa do transportowania, bo to jest bardzo istotne dla zasięgu oddziaływania takiej prezentacji. Oczywiście tego rodzaju wystawy mogą być uzupełniane audiowizualnie, ale wiele zależy tu od finansów, jakimi się dysponuje. W Wiedniu w ramach wystawy mogliśmy wykorzystać trzy urządzenia do emisji filmów oraz innych materiałów do słuchania i oglądania. Haus der Musik jest jednak instytucją dobrze przygotowaną technicznie do prezentacji multimedialnej.

Będziemy powoli kończyć naszą rozmowę. Chciałbym jeszcze zapytać, jak Pan ocenia Rok Chopinowski z punktu widzenia osoby mieszkającej za granicą?

Uważałem i uważam, że Chopinowi ten rok do niczego nie jest potrzebny, bo i tak go bez przerwy grają. Jest on natomiast – o czym mówiłem jeszcze w styczniu tego roku podczas godzinnej audycji w radiu austriackim – ogromną szansą dla Polski. Myślę, że w sumie ta szansa została wykorzystana i że promocja kraju i kultury polskiej poprzez Chopina była bardzo widoczna. W Austrii co prawda, jak już wspomniałem, wciąż jeszcze można przeczytać w gazecie, że Fryderyk był polsko-francuskim kompozytorem. Z drugiej jednak strony moja wystawa w Wiedniu została o miesiąc przedłużona i, zamiast dwóch, trwała trzy miesiące. W tym samym Haus der Musik udało nam się także zorganizować dziesięć koncertów z udziałem młodych polskich jazzmanów, którzy w każdą sobotę od czerwca do końca sierpnia grali muzykę opartą na chopinowskich motywach. Obserwując inne europejskie kraje i organizowane tam wydarzenia chopinowskie, mam wrażenie, że to była dobrze przygotowana, zmasowana akcja.

Ma Pan jakieś plany na przyszłość związane z Chopinem?

Wspomniałem wcześniej o projekcie filmu na temat wizyt Chopina w Niemczech. W głowie mam właściwie gotowy konspekt, na tyle gotowy, że gdybym dostał zlecenie, to „z dnia na dzień” mogę napisać scenariusz. Przyznam, że nie udało mi się na razie znaleźć koproducentów do realizacji tego filmu, mimo że, jak sądzę, polskiej stronie również powinno zależeć, aby taki dokument powstał.

Ale jest jeszcze inna tematyka, która mnie pociąga. Bardzo chętnie zrobiłbym fabularyzowany dokument poświęcony życiu erotycznemu Chopina. Jest to temat właściwie nietknięty. Dotychczasowe próby pokazania tej sfery życia kompozytora uważam za kompletnie nieudane. Wszystkie filmy fabularne o Chopinie to pod tym względem jeden wielki quasi-realistyczny kicz. W wymiarze publicystycznym pragnąłbym również zająć się tematem „Chopin i Żydzi”.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Wywiad został przeprowadzony przez Michała Krasickiego w piątek 19 listopada 2010 roku w Biurze Obchodów CHOPIN 2010 w Warszawie.
Piotr Szalsza

Piotr Szalsza