CHOPIN 2010
  • Obchody Roku Chopinowskiego

    Kalendarium, czyli źródło wiedzy o tym co, gdzie i kiedy w Roku Chopinowskim:

    • wydarzenia: koncerty, wystawy, spektakle i inne
    • relacje
    • rozmowy
    • Kordegarda CHOPIN 2010
    więcej >
     
  • Baza wiedzy

    Skarbnica informacji o życiu i twórczości Fryderyka Chopina:

    • quizy i ciekawostki
    • rekomendowane nagrania
      i publikacje
    • materiały edukacyjne
    • ikonografia
    • prezentacja miejsc chopinowskich
    • kierowanie do kompetentnych źródeł
    więcej >
     
  • Chopin dzieciom

    Serwis będący pomocą
    we wprowadzaniu dziecka w świat muzyki Fryderyka Chopina:

    • interaktywne gry i zabawy
      dla najmłodszych
    • wskazówki dla rodziców
    więcej >
     
  • Inter:akcje

    Działania społecznościowe związane
    z obchodami Roku Chopinowskiego.

    więcej >
     
  • Program TV

    Archiwalne odcinki programu telewizyjnego Chopin2010.pl emitowanego przez TVP1.

    więcej >
     
  • Biuro obchodów CHOPIN 2010

    Platforma komunikacji między instytucjami, dziennikarzami
    i organizatorami wydarzeń jubileuszowych. Oficjalne informacje o:

    • minionych, obecnych i planowanych działaniach Biura
    • artOfertach: mobilnych projektach artystycznych
    • chopinowskich ofertach turystycznych
    • Biuro Prasowe Chopin 2010
    więcej >
     
  • Konto na CHOPIN2010.pl

    Ładowanie...

    ###LABEL_LOGIN_FAILED###

    Spróbuj ponownie

    Rejestracja na portalu chopin2010.pl umożliwiająca użytkownikom:

    • jednoczesne logowanie
      do wszystkich serwisów chopinowskich
    • dodawanie i aktualizowanie wydarzeń związanych z Rokiem Chopinowskim
    • tworzenie własnej listy wydarzeń i drukowanie jej w użytecznym formacie
    • otrzymywanie newslettera
      i udział w konkursach
      z atrakcyjnymi nagrodami
    ...
    więcej >
     

Wyszukiwarka

 

Patroni honorowi

więcej >
 

Mecenasi

więcej >
 

Partnerzy

więcej >
 
4.03.2010
Kategoria: Rozmowy
Tagi: Rozmowa

PODRÓŻE Z CHOPINEM

Rozmowa z prof. Barbarą Hesse-Bukowską: „Było dla mnie od zawsze oczywiste, że kocham muzykę Chopina i ją gram”.

Dlaczego Chopin? Jak się narodziła u Pani miłość do jego muzyki? Jak wspomina Pani swoich pedagogów?

To bardzo proste. Moi rodzice mieli przyjaciela, Czesława Aniołkiewicza. Był on wspaniałym pianistą i kompozytorem, przed wojną razem ze Szpilmanem pracował w Polskim Radio. Posługiwał się pseudonimem Andrzej Czerski. To mój pierwszy nauczyciel gry na fortepianie. Zaczęłam u niego lekcje, kiedy miałam sześć lat – rysował mi nutki-buźki, łuki z warkoczykami, motylki. Dzięki temu szybko nauczyłam się nut i starałam się grać wszystko, co mi się nawinęło. Ze szczególnym zapałem ćwiczyłam właśnie Chopina, bo „Aniołek” grał jego utwory przepięknie i chciałam go naśladować. Było dla mnie od zawsze oczywiste, że kocham muzykę Chopina i ją gram. Rok przed wojną zdałam do warszawskiego konserwatorium, niedługo przed wybuchem walk dostałam nawet stypendium. Ówczesny dyrektor konserwatorium, Eugeniusz Morawski, udzielając wywiadu w roku 1938, mówił o mnie jako o wielkim talencie. Miałam wtedy osiem lat. Gdyby nie wojna, pewnie trafiłabym za granicę. Na samym początku szkoły byłam uczennicą pani Wąsowskiej (matki pianisty, Andrzeja Wąsowskiego), która potem przedstawiła mnie mojej późniejszej nauczycielce, pani profesor Trombini-Kazuro, jako bardzo uzdolnioną uczennicę. Podczas okupacji nauka, wszystkie egzaminy i koncerty odbywały się w tajemnicy. Szkoła funkcjonowała pod egidą Rady Głównej Opiekuńczej, przy ul. Sienkiewicza niedaleko Filharmonii – aby usprawiedliwić fakt, iż w niedzielę przychodzi tam tyle osób na koncerty, mówiono, że to stołówka. Zapewnił nam tę siedzibę pan Kazuro. Na lekcje chodziłam potem do pani Kazurowej do domu, państwo Kazurowie mieszkali wtedy w budynku konserwatorium, w jego nowej części połączonej z pałacem Ostrogskich. Teraz znajduje się tam skwer przy Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Dyplom średniej szkoły muzycznej zdążyłam zrobić przed powstaniem.

Kiedy po wojnie przeprowadziliśmy się do Łodzi, dostałam się do szkoły wyższej, do klasy pani Marii Wiłkomirskiej, od razu na drugi rok. Chodziłam tam tylko kilka miesięcy. Później, gdy tylko dowiedzieliśmy się, że w Warszawie otwierają wyższą szkołę muzyczną, przyjechałam zdawać na studia tutaj. Dostałam się na trzeci rok i aż do dyplomu uczyłam się u pani Kazurowej. W konserwatorium wtedy chodziło się przez trzy lata do szkoły niższej, trzy lata do średniej i trzy do wyższej. Po wojnie ostatni etap wydłużono o rok, czyli powiedzmy, że razem nauka trwała 10 lat. Dlatego zrobiłam dyplom, mając 19 lat – teraz byłoby to niemożliwe. Obecnie nauka gry trwa lat siedemnaście, ale wydaje mi się, że to zbyt długo. Jestem dowodem na to, że 10 lat zupełnie wystarczy. Zresztą wielu naszych laureatów Konkursu Chopinowskiego było bardzo młodych – nie mieli jeszcze dyplomów.

Potem, po konkursie w Paryżu, jako stypendystka rządu polskiego miałam lekcje u Artura Rubinsteina, ale to już była zabawa, a nie nauka. Rubinstein wciąż twierdził, że on nie będzie mnie uczył Chopina, ale będzie się uczył ode mnie. Trudno to było poważnie traktować... (śmiech)

 

Czy często myśli Pani o tym, co by było, gdyby została Pani jednak tancerką lub śpiewaczką – jak marzyła o tym Pani w dzieciństwie i jeszcze na początku studiów?

Rzeczywiście w dzieciństwie chciałam tańczyć – w domu były duże lustra, puszczałam sobie płyty i tańczyłam, przeglądając się w nich. Mama nawet zaprowadziła mnie do szkoły baletowej, ale to był akurat początek wojny, więc już nie mogłam tam chodzić. Jako szesnastolatka zaczęłam uczyć się śpiewu, miałam sopran koloraturowy. Jednak kiedy w wieku 18 lat dostałam się do ekipy chopinowskiej, zdałam sobie sprawę z tego, że nie dam rady kontynuować nauki śpiewu. Żałuję tych marzeń, ale częściej myślę o radościach związanych z karierą pianistyczną – przede wszystkim o podróżach.


W jednym z wywiadów mówiła Pani, że nie spodziewała się osiągnąć wysokiej pozycji na Konkursie Chopinowskim w 1949 roku. Tymczasem zdobyła Pani drugą nagrodę. Potem, w 1953 roku, odniosła Pani kolejny sukces na konkursie w Paryżu...

Na Konkursie Chopinowskim nie spodziewałam się żadnej nagrody. Marzyłam tylko, żeby dostać się do finału, żeby zagrać z orkiestrą. Naprawdę zaskoczyło mnie, że byłam tak wysoko. W Paryżu czułam się już inaczej. Jechałam tam jako laureatka Konkursu Chopinowskiego i właściwie miałam obowiązek, żeby wygrać. To było duże obciążenie, ale udało się.

 
Czy lubiła Pani podejmować taką konkursową rywalizację? A może konkursy były tylko pewnym etapem, który miał otworzyć drzwi do kariery?

Pewnie, że nie lubiłam. Jest tylko jedna pierwsza nagroda, dostaje ją jeden uczestnik konkursu, a wszyscy inni są rozczarowani. Na Konkursie Chopinowskim w Warszawie nie stresowałam się, bo nikt nie oczekiwał ode mnie sukcesu. Byłam najmłodszą uczestniczką Konkursu, chciałam tylko dobrze zagrać i naprawdę się cieszyłam, że gram. W Paryżu natomiast już byłam inaczej nastawiona, uważałam, że powinnam zdobyć nagrodę. Tamten konkurs składał się z czterech etapów, a żeby dojść do Chopina, trzeba na początku grać inne utwory – Bacha, Beethovena, kompozytorów francuskich. Chopina grałam dopiero w trzecim etapie. Na początku było nas chyba 90 uczestników, ale od drugiego etapu grałam zawsze pierwsza, bo wszyscy przede mną odpadali. Wypadało to o 9.00 rano, a wiadomo, że nocy przed graniem raczej się nie przesypia. Jednak okazało się, że mogę i lubię grać rano. To ważne, bo niektórzy rano są do niczego. Ja na szczęście urodziłam się do grania rano.


Jakie były początki Pani pracy pedagogicznej? W latach 60. bardzo dużo Pani koncertowała, a jednak zdecydowała się Pani na pracę w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej we Wrocławiu.

To było tak: uczył tam przedtem profesor Stefański (mąż Haliny Czerny-Stefańskiej), który do Wrocławia dojeżdżał z Krakowa. Jednak w pewnym momencie choroba uniemożliwiła mu dalszą pracę i wtedy poprosił mnie, żebym przejęła jego klasę. Zgodziłam się – jeździłam do Wrocławia dwa razy w miesiącu i prowadziłam lekcje. Nigdy nie żałowałam tej decyzji, bo moja klasa okazała się bardzo zdolna i sympatyczna, ponadto uczył tam także wówczas Włodek Obidowicz, z którym się przyjaźniłam. Pracowałam w tamtejszej PWSM przez dziewięć lat. Później władze uczelni zaczęły nalegać, żebym przyjeżdżała częściej albo najlepiej w ogóle przeprowadziła się do Wrocławia. Nie mogłam sobie na to pozwolić, najpierw wzięłam roczny urlop, a potem zaczęłam już uczyć w Warszawie i do Wrocławia nie wróciłam.


Jakim doświadczeniem jest dla Pani zasiadanie w jury wielkich konkursów pianistycznych? Jak ocenia Pani znaczenie udziału w takich konkursach dla rozwoju młodego pianisty?

Bycie jurorem na takich konkursach to z jednej strony ogromna frajda, a z drugiej – wielka przykrość, bo trzeba niestety eliminować większość artystów, żeby wybrać tego najlepszego. Młody pianista jednak nie może się dzisiaj obyć bez takiego doświadczenia. Tak się już utarło, że tylko laureat konkursu, i to pierwszej nagrody, ma szansę na zrobienie kariery. Jest co prawda kilku pianistów, którzy nie brali udziału w konkursach, a jednak zrobili karierę, ale są to wyjątki.


Wiele lat temu nawiązała Pani żywe kontakty z Japonią. Zaczęło się od koncertów, potem z Japonią połączyła Panią także praca pedagogiczna...

Tak się złożyło, że jeździłam do Japonii co rok przez około 30 lat. Z początku przez długi czas tylko tam koncertowałam, zarówno solo, jak i z orkiestrą. Kiedy byłam w Japonii z WOSPR-em, na koncert przyszedł profesor Masahiko Sato. Ponieważ studiował wcześniej w Polsce muzykologię, mówił świetnie po polsku, a ja bardzo się ucieszyłam, że nareszcie mogę tam z kimś porozmawiać. Profesorowi Sato tak się spodobała moja gra, że znalazł mi impresaria, dzięki któremu zostałam zaproszona na tournées koncertowe po Japonii. Później dopiero zaczęto mnie zapraszać, bym prowadziła kursy – uczyłam tam razem z moim synem, Maćkiem Piotrowskim. Byłam także jurorem w japońskich konkursach pianistycznych.


Jak ocenia Pani pracę ze studentami z Japonii?

Miałam bardzo dużo uczennic z Japonii. Nie tylko tam, lecz także tu, w Polsce. Przyjeżdżały do Warszawy najpierw na letnie kursy, a potem na studia. Japońscy studenci są zdecydowanie bardziej sumienni niż Polacy. Więcej ćwiczą. Trzeba jednak pracować z nimi szczególnie dużo nad emocjonalnością utworów. Stwierdziliśmy nawet kiedyś, że Japonka zaczyna lepiej grać, kiedy wyjdzie za mąż za Polaka... (śmiech). Bardzo miło wspominam sytuację, w której grałam z dwiema swoimi studentkami na koncercie symfonicznym w Japonii. Miało to miejsce w 1985 roku, kiedy jeszcze wspólne występy uczniów i profesorów nie były w modzie. Zostałam zaproszona do udziału w projekcie, w którym udział brała cała plejada artystów grających Chopina. Na mój koncert miały składać się Koncert fortepianowy, Wielki Polonez op. 22 i Wariacje na temat Mozarta – napisałam wtedy sprytnie, że mam dwie bardzo dobre uczennice, które te utwory świetnie grają. Zagrałyśmy wtedy we trzy na jednym koncercie. To była sensacja, tego się nie praktykowało. Później coraz częściej koncertowałam z moimi uczniami.


W tym roku w Busku Zdroju odsłonięto „słoneczko”* dedykowane właśnie Pani. Zasadziła tam Pani także własne drzewko. Jest Pani szczególnie związana z tą miejscowością jako inicjatorka i organizatorka odbywającego się tam od 1994 roku festiwalu „Lato z Chopinem”. Skąd wziął się pomysł na zorganizowanie takiego festiwalu?

To pomysł naczelnego lekarza tamtejszego uzdrowiska, doktora Mleczki. Byłam jego pacjentką, a on zorientował się od razu, kim jestem, więc przyszedł do mnie z kwiatami i propozycją zorganizowania festiwalu. Nie wiedziałam wtedy dokładnie, jak to ma wyglądać, ale ponieważ miałam wielu dobrych uczniów, którzy mogli koncertować, to zaryzykowałam. Pierwszy festiwal odbył się 15 lat temu, oprócz Polaków grali tam też Hiszpan i Litwinka. Bawiłam się na tych koncertach świetnie, grało na nich po kilkoro pianistów, wymyślałam różne konkursy – np. na najlepsze wykonanie mazurka – w których jury była publiczność. Ludziom bardzo się to podobało. Przez jakiś czas zasadą było, że wszyscy zaproszeni pianiści grali na każdym koncercie. Później się to zaczęło trochę komplikować, bo uzdrowiska nie było już stać na finansowanie takich imprez. Festiwal zawsze trwał 10 dni i przeważnie odbywało się w tym czasie sześć koncertów. Potem zaczęły się także kursy, które prowadziliśmy z synem w domu kultury w Busku. Uczestnicy mieli zapewniony koncert na zakończenie festiwalu. W pewnym momencie jednak oddano ów dom kultury do gruntownego remontu, po którym już tych kursów nie wznowiłam. Festiwal natomiast odbywa się cały czas. Jego organizacją zajmuje się głównie mój syn, Maciek.


Czy jest taka kompozycja Chopina, którą darzy Pani największym uznaniem? Utwór, który najchętniej Pani wykonywała na własnych koncertach czy też opracowywała ze swoimi studentami?

Oczywiście: mazurki. Im dłużej je grałam, tym bardziej się nimi zachwycałam. Studenci też ciągle prosili, żebym ich uczyła grać mazurki. To było dla mnie i śmieszne, i smutne, bo np. na Konkursie Chopinowskim mazurki były częścią dopiero trzeciego etapu. A studenci, którzy przychodzili na lekcje mazurków, w większości nie mieli szansy dostać się do trzeciego etapu...
Poza tym zawsze bardzo lubiłam grać koncerty z orkiestrą.


Jaka jest Pani osobista koncepcja Roku Chopinowskiego 2010?

Tu się nie ma nad czym zastanawiać. Najważniejszy jest Konkurs Chopinowski. Ciekawa jestem, czy zwycięży Polak. Słyszeliśmy w Antoninie bardzo dobrego młodego pianistę, Nikodema Wojciechowskiego – mam nadzieję, że on zdobędzie jakąś nagrodę. Pamiętam, że w 2004 roku słyszeliśmy Rafała Blechacza, kiedy grał na otwarcie festiwalu w Antoninie, i powiedzieliśmy sobie z synem, że właśnie Blechacz zdobędzie pierwszą nagrodę na Konkursie Chopinowskim. Można więc powiedzieć, że mamy dobrą rękę. Przepowiedziałam też kiedyś nagrodę Japonce, Michie Koyama. Przyszła do mnie w Japonii na lekcję, mówiąc, że wybiera się na konkurs do Warszawy. Powiedziałam jej wtedy, że świetnie gra, poradziłam, żeby nic nie zmieniała, to na pewno dostanie nagrodę. Potem myślałam sobie, że nie powinnam była jej tego mówić. Na szczęście okazało się, że miałam rację. Pamiętam, że 17 października spotkałyśmy się podczas składania kwiatów pod sercem Chopina – kiedy Michie mnie zobaczyła, to rzuciła mi się na szyję z płaczem. Ja też się rozpłakałam. Płakałyśmy tak z radości. Michie dostała wtedy, w 1985 roku, czwartą nagrodę. A przedtem, w Japonii, dziwili się, co to za profesor, który mówi, żeby nic nie zmieniać i że wszystko jest świetnie. Dopiero potem dowiedziałam się, że kiedy Michie przyszła do mnie na lekcje, była już laureatką konkursu Czajkowskiego.


Czy ma Pani jakieś marzenie związane z Chopinem, które jak dotąd nie zostało zrealizowane?

Marzyłam głównie o podróżach, tak że mogę powiedzieć, że moje marzenia się spełniły. Byłam w Indiach, Egipcie, potem jeździłam też do Japonii, Chin, Tajlandii. Czasami nawet nie zdążyłam o czymś pomyśleć, a już się to spełniało. Bo czy mogłam przewidzieć, że będę grała w pałacu u szacha perskiego? Nie przyszłoby mi to do głowy. Urządzono prywatny koncert – był szach Mohammad Reza Pahlawi i jego żona Soraya, ktoś z jego krewnych i nasz poseł. Fryzjer, dowiedziawszy się, że będę grała u szacha, zrobił mi na głowie lirę... (śmiech). Zapraszały mnie potem wszystkie ambasady. Grałam tam też z orkiestrą, stworzoną specjalnie na takie okazje. Dzięki temu przekształciła się ona później w filharmonię z normalnymi funduszami i koncertami. Inni też mają takie zasługi. Kiedy pierwszy raz pojechałam do Tajlandii, dowiedziałam się, że była tam przedtem pani Anna Maria Stańczyk, która doprowadziła do założenia w Tajlandii towarzystwa chopinowskiego. Towarzystwo to zaczęło organizować konkursy chopinowskie – zostałam zaproszona do jury pierwszego takiego konkursu i jeździłam tam potem przez 20 lat, a laureatów zapraszałam na festiwal do Buska.


Jak Pani ocenia pomyły aranżacji utworów Chopina przez muzyków jazzowych – takich jak Andrzej Jagodziński, Włodzimierz Nahorny, Kuba Stankiewicz?

Bardzo lubię, gdy dobrzy pianiści jazzowi – tacy jak Makowicz, Jagodziński, Możdżer – grają Chopina. Nie podoba mi się natomiast, kiedy dodają za dużo swoich pomysłów, zbytnio zmieniają oryginał. Nie lubię takich przeróbek. Na przykład mazurki śpiewane, tak jak je śpiewała Paulina Viardot, wydają mi się bardzo ubożuchne. Chopin nie potrzebował tekstu, nie potrzebował głosu, wszystko, co chciał wyrazić, wyraził w tym, co napisał na fortepian. Wykonawcy powołują się na to, że Chopin to pochwalał, ale on był uprzejmy, co miał powiedzieć? (śmiech)


Serdecznie dziękuję za rozmowę.


* Alejka przed głównym wejściem do Sanatorium „Marconi” w Busku Zdroju stanowi tamtejszą Promenadę Gwiazd. Swoje słoneczka mają tam także m.in. Krzysztof Penderecki, Wiesław Ochman i Krystyna Jamroz.

 

(rozmowę przeprowadziła Agnieszka Szopińska, Biuro Obchodów Chopin 2010)

 

 

Barbara Hesse-Bukowska – laureatka II nagrody IV Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina (1949) i V nagrody Międzynarodowego Konkursu Muzycznego im. Marguerite Long i Jacquesa Thibaud w Paryżu oraz Prix Chopin za wykonanie utworów Fryderyka Chopina (1953). Uczennica profesor Margerity Trombini-Kazuro, doskonaliła swoją grę także u Artura Rubinsteina w Paryżu, jako stypendystka rządu polskiego. Występowała na wszystkich kontynentach; grała niemal we wszystkich krajach europejskich. Partnerowali jej znani dyrygenci, jak: Mikołaj Anosow, Hermann Abendroth, Adrian Boult, Enrique Batiz, Henryk Czyż, Jerzy Katlewicz, Jan Krenz, Kurt Masur, Witold Rowicki, Stanisław Skrowaczewski, Stanisław Wisłocki i inni. Brała udział w festiwalach międzynarodowych, m.in. w Dubrowniku, Dusznikach, Gaming, Gandawie, Pradze, Warszawie, Wiedniu. Występowała jako solistka z Orkiestrą Filharmonii Narodowej w Warszawie oraz Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach podczas wielu zagranicznych tournées. W 1962 roku otrzymała „International Music Award. The Harriet Cohen Piano Medal” dla najlepszego pianisty roku. Artystka dokonała nagrań dla wielu radiofonii i stacji telewizyjnych na świecie oraz licznych płytowych. Prowadziła także intensywną działalność pedagogiczną. Od 1963 roku uczyła we wrocławskiej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej, a od 1972 roku w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej. Prowadziła liczne kursy mistrzowskie w Polsce i na świecie. Uczestniczyła w pracach jury międzynarodowych konkursów pianistycznych, m.in. w Warszawie (Konkurs Chopinowski 1985, 1990, 1995), Leeds, Paryżu, Palm Beach, Hamamatsu. Jest inicjatorką i organizatorką festiwalu „Lato z Chopinem” odbywającego się co rok w Busku Zdroju (źródło: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina).

profesor Barbara Hesse-Bukowska

profesor Barbara Hesse-Bukowska